- Dość - powiedziała cierpko unosząc prawą dłoń do góry dając znak katowi aby przestał. Egzekutor odrzucił bat w kąt izolatki, ukłonił się nisko i wyszedł zamykając za sobą ciężkie drzwi. Katherine przykucnęła poprawiając swoje włosy i powiedziała cicho chichocząc. - Droga Mecci. Opłacało ci się niszczyć mój ulubiony wazon? - zapytała unosząc prawą brew do góry.
- Ale Pani, ja nie chciałam! - wykrzyczała krucha sprzątaczka. Z jej ran na plecach i nogach płynęła świeża, ponętnie czerwona krew. Mecci wiła się na podłodze z bólu i przerażenia.
- Jest mi ciebie tak bardzo żal, że aż mam ochotę ukoić twój ból - uśmiechnęła się lekko ukazując swoje idealnie białe i równe zęby. - Wstań - dodała po chwili. Służąca wstała o własnych siłach po kilkunastu sekundach wijąc się jeszcze bardziej. Katherine nawet nie przemknęło przez myśl aby jej pomóc. Nie mogła pobrudzić sobie nowej sukienki szytej na miarę u najlepszego krawca w mieście. W rozbieganych oczach torturowanej dziewczyny można było zobaczyć tylko przerażenie, smutek i ogromny ból. Mimo tego wampirzyca spojrzała jej głęboko w oczy. - Biedna, naprawdę biedna - przytakiwała delikatnie kiwając głową. Po chwili w wampirzym tempie podeszła do niej bliżej i wbiła swoje ostre kły w szyję dziewczyny. Mecci wydała z siebie tylko ciche, krótkie jęknięcie, przy którym jej ciało przeszedł ogromny dreszcz zimna. Wampirzyca nie zostawiła w jej ciele ani jednej kropli krwi. Kiedy skończyła posiłek wypuściła ze swoich dłoni cierpkie i zimne ciało sprzątaczki. Wyszła z lochu i spojrzała strażnikowi głęboko w oczy starając podpiąć się pod jego umysł. - Posprzątaj.
- Tak, madame - odparł odwzajemniając wzrok. Wszedł do izolatki i pozbył się ciała niezdarnej służącej. Katherine udała się do jednej ze swoich ogromnych łazienek. Uwielbiała ją dlatego, że ściany były pomalowane na kolor lapis lazuli. Ściągnęła swoją sukienkę i wskoczyła do ogromnej wanny z dużą ilością piany mieniącej się różnymi kolorami. Po kilkunastu minutach przyjemnej kąpieli wyszła z wanny i ubrała turkusowy szlafrok. Tajemnym przejściem przeszła do swojej komnaty, w której czekała na nią Chelsea.
- W końcu jesteś - uśmiechnęła się lekko do wampirzycy, która była dla niej jak siostra. Katherine stanęła przed lustrem i zrzuciła ze swoich ramion delikatny szlafrok, który opadł na podłogę jak piórko. Wiedźma ujęła w dłonie nową suknię wampirzycy i pomogła jej ją ubrać. Związała ciasno gorset i pomogła zapiąć buty. - Dochodzi 12. Za chwilę powóz Salvatorów będzie pod pałacem - powiedziała przeczesując lśniące włosy dziewczyny. Katherine obróciła się tyłem do lustra i wygięła głowę w dość nienaturalny sposób oglądając tył swojej sukni.
- Zobaczymy jak zareagują chłopcy - uśmiechnęła się zadziornie do lustra wyobrażając sobie opadnięte szczęki młodych, przystojnych mężczyzn, którzy od ranka przygotowują się na przyjazd pięknej damy. Podeszła do swojej toaletki i wypsikała się najbardziej wybornymi perfumami jakie w ogóle zostały stworzone. Do drzwi komnaty zapukał potężny strażnik. - Wejdź - Strażnik posłusznie wszedł i ukłonił się nisko. - Zabierz nasze skrzynie - spojrzała na niego oschle. Mężczyzna nie odważył się odwzajemnić wzroku i szybko wziął dwa bagaże. Wyszedł z komnaty i udał się przed pałac.
- Już czas - zaklaskała delikatnie w dłonie blondynka, która zawsze jest radosna i zadowolona.
- Tak, już czas - uśmiechnęła się i wyszła z komnaty chwytając przelotnie swój pamiętnik. Obydwie dziewczyny dostojnie wystrojone wyszły przed pałac. Pod schody podjechał średniej wielkości powóz wykonany z drewna i ozdobiony dużym dodatkiem złota i srebra. Wyglądał bajecznie. Czerwone zasłony powiewały w oknach, które znajdowały się po obu stronach. Jeden ze strażników Katherine pomógł damom wsiąść i zamknął za nimi drzwi. Wampirzyca zasiadła wygodnie naprzeciwko Chelsea. Otworzyła księgę na tej stronie, na której zostawiła pióro i zaczęła pisać.
Mocotollo, sobota, 23 czerwca 1864 roku.
Drogi Pamiętniku!
Jestem już w powozie i właśnie ruszyliśmy w kierunku pensjonatu Salvatorów. Nie mogę się doczekać widoku chłopców. Wiem, że są już w pobliżu 18 lat, ale dla mnie i tak to chłopcy. Jestem ciekawa czy lubią damy w podeszłym wieku.
Zaśmiała się pisząc ostatnie zdanie. Ma 273 lata a nadal oglądają się za nią młodzi mężczyźni. To jest najlepsze w nieśmiertelności. Można robić co się chce, ale trzeba uważać i nie przyzwyczajać się do nowego miejsca. Za jakieś 3 lata Katherine będzie musiała opuścić swój pałac, bo ludzie zaczynają już rozpoznawać w niej coś dziwnego. Miesza w tym samym miejscu już 20 lat i w ogóle się nie zmienia.
Wieczorem postaram się coś napisać. Ten dzień będzie świetny.
Zamknęła pamiętnik i odłożyła go na siedzenie obok. Po niecałej godzinie drogi dojechali do rezydencji, na której progu stał Giuseppe Salvatore wraz ze swoimi synami. Młodszym Stefanem i starszym Damonem. Powóz zatrzymał się przy schodach. Kiedy sługa chciał otworzyć drzwi karety, Stefan zwinnie odsunął go na bok i sam otworzył drzwi. Wyciągnął rękę, którą ujęła delikatnie wampirzyca i wyszła przytrzymując wolną dłonią suknię. Podniosła wzrok i spojrzała na niebiańską twarz młodego Salvatore.
- Witam w naszej posiadłości Panno Katherine - uśmiechnął się szeroko.
- Mów mi Katherine - lekko nachyliła głowę na dół i spojrzała na Stefana z zadziornym uśmiechem na twarzy. Damon stał za Stefanem wbijając wzrok w cudowną twarz, suknię i ciało nowego gościa. Poklepał brata po ramieniu próbując dać mu do zrozumienia żeby to teraz jego czas na przywitanie się z piękną Katherine
- Damon - ujął dłoń dziewczyny i delikatnie musnął ją swoimi ciepłymi wargami. Ciało Katherine przebiegł dreszcz ciepła, który spowodował, że się rozluźniła.
- Katherine - odpowiedziała ciepło uśmiechając się szeroko do Damona. On odwzajemnił uśmiech puszczając jej dłoń.
- Miło mi cię widzieć, Panienko Katherine - powiedział ojciec Stefana i Damona - Giuseppe delikatnie ściskając wampirzycę.
- Mnie również jest miło widzieć Pana, Panie Salvatore.
- Po prostu Giuseppe - odpowiedział radośnie jeden z założycieli miasta Fell's Church, w którym właśnie się znajdują. Służący wziął bagaże dziewcząt i udał się do pensjonatu. Chelsea wyszła z powodu i przywitała się z wszystkimi, po czym poszła przygotować pokój dla Katherine.
- Stefan, może oprowadzisz naszego gościa po posiadłości? - zapytaj ojciec z nutką zaciekawienia w oczach. Katherine spojrzała na Stefana z lekkim uśmiechem na twarzy, który w ten upalny dzień wyglądał jak promyk słońca, który przypadkiem odbił się od lustra prosto do oka.
- Z przyjemnością - odwzajemnił uśmiech i wziął pod rękę wampirzyce, która weszła z nim razem do rezydencji.
Postacie występujące w 1. Rozdziale:
- Mecci (nie żyje),
- kat,
- strażnicy,
- słudzy,
- Giuseppe Salvatore.





Nie ma Emily, a zamiast niej jakaś inna wiedźma, no i Katcia mrau xD
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie, masz talent, będę wpadać częściej na Twój blog, ale jeśli możesz to informuj 1220136 - moje GG
Dilayna
O.o podoba mi się...
OdpowiedzUsuńNapisz mi na tt jak bd nn :)