sobota, 9 lipca 2011

Rozdział 1 - Pierwsze wrażenie.

Katherine obudziła się około godziny 9. Co prawda sen jest jej kompletnie niepotrzebny, ale całonocne nudzenie się nie wpływa dobrze na jej poranny humor. Podniosła się lekko, oparła dłonie na poduszkach i wyprostowała ręce. Rozglądnęła się po pokoju, w którym nie było żadnej żywej duszy. Przeniosła wzrok na ogromny zegar wykonany z drewna i pomalowany na jej ulubiony, krwistoczerwony kolor. Czasomierz wskazywał godzinę 9:04. Spragniona krwi wstała i wskoczyła w małą, lekką suknię. Szybkim krokiem udała się do lochów, który był przeznaczony do katowania i biczowania osób, które w jakiś szczególny sposób nie podobały się jej. Stanęła naprzeciwko drzwi, zza których dobiegały głośne jęki i piski. Strażnik stojący obok drzwi otworzył je kłaniając się nisko przed swoją panią. W lochu kat biczował jej nową sprzątaczkę Mecci.
- Dość - powiedziała cierpko unosząc prawą dłoń do góry dając znak katowi aby przestał. Egzekutor odrzucił bat w kąt izolatki, ukłonił się nisko i wyszedł zamykając za sobą ciężkie drzwi. Katherine przykucnęła poprawiając swoje włosy i powiedziała cicho chichocząc. - Droga Mecci. Opłacało ci się niszczyć mój ulubiony wazon? - zapytała unosząc prawą brew do góry.
- Ale Pani, ja nie chciałam! - wykrzyczała krucha sprzątaczka. Z jej ran na plecach i nogach płynęła świeża, ponętnie czerwona krew. Mecci wiła się na podłodze z bólu i przerażenia.
- Jest mi ciebie tak bardzo żal, że aż mam ochotę ukoić twój ból - uśmiechnęła się lekko ukazując swoje idealnie białe i równe zęby. - Wstań - dodała po chwili. Służąca wstała o własnych siłach po kilkunastu sekundach wijąc się jeszcze bardziej. Katherine nawet nie przemknęło przez myśl aby jej pomóc. Nie mogła pobrudzić sobie nowej sukienki szytej na miarę u najlepszego krawca w mieście. W rozbieganych oczach torturowanej dziewczyny można było zobaczyć tylko przerażenie, smutek i ogromny ból. Mimo tego wampirzyca spojrzała jej głęboko w oczy. - Biedna, naprawdę biedna - przytakiwała delikatnie kiwając głową. Po chwili w wampirzym tempie podeszła do niej bliżej i wbiła swoje ostre kły w szyję dziewczyny. Mecci wydała z siebie tylko ciche, krótkie jęknięcie, przy którym jej ciało przeszedł ogromny dreszcz zimna. Wampirzyca nie zostawiła w jej ciele ani jednej kropli krwi. Kiedy skończyła posiłek wypuściła ze swoich dłoni cierpkie i zimne ciało sprzątaczki. Wyszła z lochu i spojrzała strażnikowi głęboko w oczy starając podpiąć się pod jego umysł. - Posprzątaj.
- Tak, madame - odparł odwzajemniając wzrok. Wszedł do izolatki i pozbył się ciała niezdarnej służącej. Katherine udała się do jednej ze swoich ogromnych łazienek. Uwielbiała ją dlatego, że ściany były pomalowane na kolor lapis lazuli. Ściągnęła swoją sukienkę i wskoczyła do ogromnej wanny z dużą ilością piany mieniącej się różnymi kolorami. Po kilkunastu minutach przyjemnej kąpieli wyszła z wanny i ubrała turkusowy szlafrok. Tajemnym przejściem przeszła do swojej komnaty, w której czekała na nią Chelsea.
- W końcu jesteś - uśmiechnęła się lekko do wampirzycy, która była dla niej jak siostra. Katherine stanęła przed lustrem i zrzuciła ze swoich ramion delikatny szlafrok, który opadł na podłogę jak piórko. Wiedźma ujęła w dłonie nową suknię wampirzycy i pomogła jej ją ubrać. Związała ciasno gorset i pomogła zapiąć buty. - Dochodzi 12. Za chwilę powóz Salvatorów będzie pod pałacem - powiedziała przeczesując lśniące włosy dziewczyny. Katherine obróciła się tyłem do lustra i wygięła głowę w dość nienaturalny sposób oglądając tył swojej sukni.
- Zobaczymy jak zareagują chłopcy - uśmiechnęła się zadziornie do lustra wyobrażając sobie opadnięte szczęki młodych, przystojnych mężczyzn, którzy od ranka przygotowują się na przyjazd pięknej damy. Podeszła do swojej toaletki i wypsikała się najbardziej wybornymi perfumami jakie w ogóle zostały stworzone. Do drzwi komnaty zapukał potężny strażnik. - Wejdź - Strażnik posłusznie wszedł i ukłonił się nisko. - Zabierz nasze skrzynie - spojrzała na niego oschle. Mężczyzna nie odważył się odwzajemnić wzroku i szybko wziął dwa bagaże. Wyszedł z komnaty i udał się przed pałac.
- Już czas - zaklaskała delikatnie w dłonie blondynka, która zawsze jest radosna i zadowolona.
- Tak, już czas - uśmiechnęła się i wyszła z komnaty chwytając przelotnie swój pamiętnik. Obydwie dziewczyny dostojnie wystrojone wyszły przed pałac. Pod schody podjechał średniej wielkości powóz wykonany z drewna i ozdobiony dużym dodatkiem złota i srebra. Wyglądał bajecznie. Czerwone zasłony powiewały w oknach, które znajdowały się po obu stronach. Jeden ze strażników Katherine pomógł damom wsiąść i zamknął za nimi drzwi. Wampirzyca zasiadła wygodnie naprzeciwko Chelsea. Otworzyła księgę na tej stronie, na której zostawiła pióro i zaczęła pisać.

Mocotollo, sobota, 23 czerwca 1864 roku.
Drogi Pamiętniku!
Jestem już w powozie i właśnie ruszyliśmy w kierunku pensjonatu Salvatorów. Nie mogę się doczekać widoku chłopców. Wiem, że są już w pobliżu 18 lat, ale dla mnie i tak to chłopcy. Jestem ciekawa czy lubią damy w podeszłym wieku.

Zaśmiała się pisząc ostatnie zdanie. Ma 273 lata a nadal oglądają się za nią młodzi mężczyźni. To jest najlepsze w nieśmiertelności. Można robić co się chce, ale trzeba uważać i nie przyzwyczajać się do nowego miejsca. Za jakieś 3 lata Katherine będzie musiała opuścić swój pałac, bo ludzie zaczynają już rozpoznawać w niej coś dziwnego. Miesza w tym samym miejscu już 20 lat i w ogóle się nie zmienia.

Wieczorem postaram się coś napisać. Ten dzień będzie świetny.

Zamknęła pamiętnik i odłożyła go na siedzenie obok. Po niecałej godzinie drogi dojechali do rezydencji, na której progu stał Giuseppe Salvatore wraz ze swoimi synami. Młodszym Stefanem i starszym Damonem. Powóz zatrzymał się przy schodach. Kiedy sługa chciał otworzyć drzwi karety, Stefan zwinnie odsunął go na bok i sam otworzył drzwi. Wyciągnął rękę, którą ujęła delikatnie wampirzyca i wyszła przytrzymując wolną dłonią suknię. Podniosła wzrok i spojrzała na niebiańską twarz młodego Salvatore.
- Witam w naszej posiadłości Panno Katherine - uśmiechnął się szeroko.
- Mów mi Katherine - lekko nachyliła głowę na dół i spojrzała na Stefana z zadziornym uśmiechem na twarzy.  Damon stał za Stefanem wbijając wzrok w cudowną twarz, suknię i ciało nowego gościa. Poklepał brata po ramieniu próbując dać mu do zrozumienia żeby to teraz jego czas na przywitanie się z piękną Katherine
- Damon - ujął dłoń dziewczyny i delikatnie musnął ją swoimi ciepłymi wargami. Ciało Katherine przebiegł dreszcz ciepła, który spowodował, że się rozluźniła.
- Katherine - odpowiedziała ciepło uśmiechając się szeroko do Damona. On odwzajemnił uśmiech puszczając jej dłoń.
- Miło mi cię widzieć, Panienko Katherine - powiedział ojciec Stefana i Damona - Giuseppe delikatnie ściskając wampirzycę. 
- Mnie również jest miło widzieć Pana, Panie Salvatore.
- Po prostu Giuseppe - odpowiedział radośnie jeden z założycieli miasta Fell's Church, w którym właśnie się znajdują. Służący wziął bagaże dziewcząt i udał się do pensjonatu. Chelsea wyszła z powodu i przywitała się z wszystkimi, po czym poszła przygotować pokój dla Katherine. 
- Stefan, może oprowadzisz naszego gościa po posiadłości? - zapytaj ojciec z nutką zaciekawienia w oczach. Katherine spojrzała na Stefana z lekkim uśmiechem na twarzy, który w ten upalny dzień wyglądał jak promyk słońca, który przypadkiem odbił się od lustra prosto do oka.
- Z przyjemnością - odwzajemnił uśmiech i wziął pod rękę wampirzyce, która weszła z nim razem do rezydencji.
Postacie występujące w 1. Rozdziale:

 
  • Mecci (nie żyje),
  • kat,
  • strażnicy,
  • słudzy,
  • Giuseppe Salvatore.